wtorek, 30 października 2012

Rozdział VIII

Obudziłam się cała obolała i było mi strasznie zimno. Wyszłam z pokoju i poszłam do kuchni, gdzie moja mama przygotowywała śniadanie. Opadłam bezwiednie na krzesło. Nie miałam siły się ruszać, mówić, a głowa bolała niemiłosiernie.
-Ej, kochanie co się dzieje.
-Nie wiem. Źle się czuję.
-Poczekaj-pospiesznym krokiem poszła do łazienki i wróciła z termometrem.-Trzymaj i idź do łóżka, a ja za 15 minut przyjdę i zobaczymy co tam z tobą. A właśnie, tata dzisiaj wraca.
-Super.-zwlokłam się z krzesła i powolnym krokiem wróciłam do pokoju. Wzięłam telefon z szafki, położyłam go na stoliku i wsunęłam się pod kołdrę. Wydaje mi się, że usnęłam, bo jakoś oderwałam się od rzeczywistości. Obudziłam się, gdy moja mama weszła do pokoju.
-Pokaż termometr. No pięknie-dodała po chwili- 38 stopni. Dzisiaj nigdzie nie wychodzisz, nawet z łóżka, a ja zaraz przyniosę Ci leki i ciepłą herbatę.
Gdy tylko wyszła zadzwonił mój telefon.
-Halo?-powiedziałam ledwo słyszalnym głosem.
-Majka?
-Tak.
-To ja Sebastian.
-Cześć.
-Co ty masz taki głos?
-Chora jestem.
-Może wpaść do Ciebie?
-Nie wiem.-i rozłączyłam się.
Do mojego pokoju uchyliły się drzwi. Mama postawiła leki i herbatę, ucałowała mnie w czoło i wyszła
Tak właśnie spędziłam ostatni tydzień 3 klasy gimnazjum.
***
-Maaaajka!-rzuciła mi się na szyję Ola-Boże, jak ja cię długo nie widziałam. Jeju, ślicznie wyglądasz.-myślę że miała rację, ponieważ nie tylko ona mi to powiedziała. Miałam czarną mini, białą koszulę i szpilki. Do torby spakowałam rzeczy na zmianę.
-Dzięki. Ty też.-po raz pierwszy Ola ubrała się w spódnice zamiast rurek, niestety vansy mieć musiała.
-To co, masz jakieś plany na popołudnie?
-Jak na razie nie. Chodź, musimy iść.-i pociągnęłam ją za rękę.
Zakończenie roku trwało około godziny.
-Olcia, idziesz ze mną do łazienki?
-Mhm jasne.
Przebrałam się w rurki i kolorowy top.
-Cholera! Nie wzięłam butów na zmianę.
-Przecież możesz chodzisz w szpilkach. 
-Tak, a potem amputują mi nogi.-dodałam z uśmiechem i obie parsknęłyśmy śmiechem.- Chodź idziemy.
Na zewnątrz stało jeszcze parę osób z mojej starej klasy, a tuż obok nich stał....Sebastian. Ubrany w rurki, vansy i t-shirt, a na głowie miał swoje cudowne Ray-Ban'y.
-Co ty tu robisz?
-Przyszedłem po ciebie. Mam nadzieję że nie masz jakiś ambitnych planów.
-W sumie to nie. Poczekaj chwilę.-podbiegłam do Oli
-Olcia, bo Sebastian przyszedł i zaproponował mi żebym z nim spędziła dzień. Bardzo się będziesz gniewać?
-Idź. Mówię poważnie.-rzuciłam jej się na szyję. Pożegnałam się ze wszystkimi i umówiliśmy się na jutro, żeby coś ogarnąć.
-Już.- Sebastian objął mnie w pasie, a w oddali słychać było pogwizdywanie. Odwróciłam się, pokazałam im środkowy palec, uśmiechnęłam się i ruszyliśmy prosto przed siebie. Najpierw poszliśmy pod pomnik Kopernika, tak jak za pierwszym razem. Siedzieliśmy tam ponad godzinę. Potem poszliśmy do kawiarni. Usiedliśmy na przeciwko siebie, Seba zamówił lody, ja wzięłam kawę i szarlotkę na gorąco. Oczywiście połowę zjadł mi Sebastian, za to ja połowę jego deseru. Nie protestowałam, gdy przypadkowo złapał mnie za rękę. Uśmiechnęłam się, co dało mu trochę więcej pewności siebie. Po kilkunastu minutach poszedł do toalety, a mnie znowu przypomniały się moje przemyślenia w autobusie, po pierwszym spotkaniu z Sebastianem. Wrócił po chwili.
-Chodź. Już zapłaciłem.- złapał mnie za rękę i wyprowadził z kawiarni.
-To co teraz robimy?-zapytałam
-A na co masz ochotę? Możemy się jeszcze przejść, albo iść nad Wisłę. Chyba że masz mnie dosyć.
-Nie no coś ty. Bardzo miło spędza się z Tobą czas.-powiedziałam z przekonywującym uśmiechem, wspięłam się na palca i dałam mu buziaka w policzek.
-To co, Wisła?-zapytał z wyraźnym zadowoleniem.
-Wisła.-i ruszyliśmy w bardzo dobrze znanym mi kierunku, a ja w między czasie zdjęłam mu okulary z głowy i je założyłam. Na miejsce dotarliśmy po 15 minutach. To wszystko przez te moje szpilki. Usiedliśmy na 3 stopniu od dołu. Tym razem nie towarzyszył nam zachód słońca, ale i tak czułam że ten wieczór będzie wyjątkowy.
-Tak naprawdę, to cieszę się że cię poznałem.
-Ja też. Prawdę mówiąc jest mi z tobą lepiej, oczywiście pod względem spędzania czasu niż z Michałem. Nigdy będąc z Michałem, nie czułam się szczęśliwa.
-No widzisz, teraz masz mnie.
-No pewnie. Ej, a tak właściwie, to my prawie o sobie nic nie wiemy.
-No to dawaj.-gdy to mówił, uśmiechnął się do mnie, a ja zmieniłam pozycje i położyłam się na jego kolanach.
-Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza?-zapytałam niepewnie i nawet już chciałam się podnieść.
-Jasne, że nie. No więc co chcesz wiedzieć.-powiedział patrząc się na mnie.
-No chociażby gdzie chodzisz do liceum?
-Chodzę do III LO.
-Serio?
-No tak, a co?
-Bo ja też bym chciała tam chodzić.
-To wspaniale!
-Myślę, że większość osób z mojej klasy tam idzie, ale nawet jeśli, to cieszę się, że będziemy chodzić tam razem.- uśmiechnęłam się. W między czasie Sebastian wyjął z kieszeni swój telefon, na którym owinięte były słuchawki. Jedną dał mi, drugą zostawił dla siebie.
-Trzymaj. Puszczę ci coś. Strasznie mi się to z tobą kojarzy.- i w tym momencie usłyszałam w słuchawce Big Time Rush "Windows Down". Bez namysłu zaczęłam śpiewać, a Seba dołączył się do mnie. Niestety taką fajną atmosferę musiał popsuć mój telefon. To była moja mama.
-To moja mama. Każe mi wracać do domu.-z bólem serca podniosłam się z kolan Seby i ledwo mogłam utrzymać się na nogach.
-Chodź tu.-złapał mnie za rękę. Jednak dużo to nie pomogło, bo chodzić i tak nie mogłam.-Czekaj. Wskakuj.
-Ty chyba żartujesz?! Nie ma opcji.
-Nie marudź, tylko siadaj. Tylko najpierw zdejmij szpilki i wsadź je do torby.- po kilku minutach siedziałam mu na barkach i w takiej pozycji Sebastian zaniósł mnie do domu.
-No to jesteśmy.-powiedział stawiając mnie na wycieraczce.
-Świetnie się bawiłam.- nastała dłuższa chwila i jego twarz znalazła się niebezpiecznie blisko mojej. No i stało się. Jego usta lekko musnęły moje, tak jak za pierwszym razem, ale teraz moje usta nie protestowały. Serce zabiło mi mocniej, ciało Sebastiana przybliżyło się do mojego, jego ręce objęły mnie w pasie, a ja oplotłam swoje wokół jego szyi i po raz pierwszy się pocałowaliśmy. Trwało to kilka albo i kilkanaście sekund. To mogło być najlepsze zakończenie dnia. Kiedy już odsunęliśmy się od siebie, moją twarz oblał rumieniec, Sebastian odgarnął włosy, które w najlepszym momencie go zakryły i szepnął mi do ucha:
-Chyba się w tobie zakochałem-i zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, on zdążył się już oddalić. Gdy po raz ostatni odwrócił się w moją stronę, uśmiechnął się i pokazał gest telefonu. Kiedy zniknął, weszłam do domu, przywitałam się z mamą i tatą i usiadłam z nimi na sofie.
-No, co z kim spędziłaś tyle czasu?-zapytał się tata.
-Nie znasz.
-No to może powinienem poznać.
-Może kiedyś.- nie miałam ochoty się spowiadać, ale z uśmiechem pomyślałam "Już niedługo, tato." i wyszłam z salonu.
Byłam tak podekscytowana, że nie mogłam się na niczym skupić. Gdy już się umyłam, położyłam się do łóżka, nie było mowy o tym, żebym usnęła. Zasnęłam koło 3.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz