sobota, 27 kwietnia 2013

Rozdział XXIX


-Co ty tu robisz? -zapytałam, a w moim głosie dało się usłyszeć zdziwienie.
-Musimy pogadać.- odpowiedział Tomek.
-Nie mamy o czym rozmawiać, a poza tym spieszę się.
-Wiem, masz randkę z Sebastianem, ale ja muszę z tobą porozmawiać-prawie wykrzyczał mi to w twarz.
-Masz pięć minut.-wpuściłam go do środka i zamknęłam drzwi.-No więc, o co chodzi?
-Kochasz go?
-Tomek, ile razy mam ci powtarzać, że ja z nim nie zerwę?
-Nie chodzi mi o to. Chodzi mi o to, że go kochasz, nie znaczy że on kocha ciebie.-po tych słowach zamarłam. Jak on mógł mi coś takiego powiedzieć? Doskonale wiedziałam, że coś do mnie czuję, ale nie wiedziałam, że może posunąć się do czegoś takiego.
-O czym ty do cholery mówisz?! Skąd ty możesz to wiedzieć? A z resztą nieważne. Wyjdź stąd.
-Majka posłuchaj, tym razem nie kłamię.
-Nie chcę cię słuchać, wyjdź.
-Chcę ci tylko powiedzieć, że..
-Wynoś się!- przerwałam mu, a łzy zaczęły mi napływać do oczu. Tomek to zauważył i bez słowa opuścił mieszkanie, a ja usiadłam na sofie i schowałam głowę w dłoniach. Po kilku minutach uznałam, że to co mówi Tomek może być kłamstwem, bo przecież, od pewnego czasu chciał zniszczyć nasz związek. Nawet już mnie nie interesowało co chciał powiedzieć gdy mu przerwałam. Doprowadziłam się do ładu i wyszłam z domu.
 Na umówione miejsce dotarłam po 20 minutach. Weszłam do kawiarni i  zaczęłam szukać Sebastiana. Nigdzie go nie było. Spojrzałam na zegarek, zostało jeszcze dużo czasu. Zajęłam pierwszy wolny stolik, który zobaczyłam. W mojej głowie znowu zaczęłam analizować to, co powiedział, a raczej próbował powiedzieć mi Tomek. Nie wierzyłam w żadne jego słowo. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Sebastiana.
-Hej kotek.-powiedział i czule pocałował mnie w usta.
-No hej.-uśmiechnęłam się do niego, a on odwzajemnił uśmiech.
-Zamówiłaś coś?- pokręciłam przecząco głową, a Sebastian wstał ze swojego miejsca i podszedł złożyć zamówienie, mimo iż nie wiedział na co miałam ochotę. Po chwili wrócił, podszedł do mnie i dał mi małe pudełeczko. Bez wahania otworzyłam i moim oczom ukazał się srebrny łańcuszek z literką „S”.
-Jest piękny.
-Jak ty.-moją twarz oblał rumieniec, który starłam się ukryć, co nie było łatwe, ponieważ Sebastian odgarnął włosy, które w tym momencie idealnie zasłaniały moją twarz i pocałował mnie. Nie będąc gorsza, podałam mu torebkę z moim prezentem.
-To dla ciebie.- Seba gdy tylko zobaczył prezent uśmiechnął się i po raz kolejny mnie pocałował. Kochałam go i ufałam mu. Żadne słowa Tomka, nie mogły tego zmienić. Kiedy już odkleiliśmy się od siebie i zajęliśmy swoje miejsca, do naszego stoły podeszła kelnerka stawiając przed nami zamówienie. W kawiarni byliśmy ponad godzinę. Potem wybraliśmy się nad Wisłę. To miejsce było niesamowite, takie.. nasze. Zwłaszcza, gdy towarzyszył nam zachód słońca. Usiedliśmy na samym dole i przytuliliśmy się. Nie musieliśmy rozmawiać. Było nam dobrze bez rozmów. Wystarczyło, że byliśmy tam razem. I nikt, ani nic, nie mogło tego zepsuć. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Sebastian co jakiś czas całował mnie w głowę, albo w usta.
-Kocham cię.-powiedział odwracając się w moją stronę i patrząc mi w oczy.
-Ja ciebie też. Chcę żeby tak było zawsze.
-Obiecuję, że tak będzie.-pocałowaliśmy się i postanowiliśmy się przejść. Stanęło na tym, że poszliśmy do Sebastiana
 Weszliśmy do jego pokoju zamykając drzwi za sobą. Usiadłam na łóżku a Sebastian obok mnie.
-Ej, co się dzieje? Jakaś taka smutna jesteś.
-Wydaje ci się.-uśmiechnęłam się, żeby przekonać go, że nic mi nie jest. Sebastian ujął moją twarz w swoje ręce i zaczął mnie namiętnie całować. Miałam wrażenie, że na tym się nie skończy. Sebastian delikatnie położył mnie na łóżku cały czas całując. Po chwili zaczął zdejmować ze mnie najpierw kurtkę, którą miałam na sobie, a po chwili bluzkę. Położyłam swoje ręce na jego ramionach i przyciągnęłam go do siebie. Chłopak spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Tylko spokojniej, ktoś może nas nakryć
-Spokojnie nikt tu nie wejdzie-i znów zaczął mnie całować.
-Seba, proszę cię.-próbowałam go przekonać, śmiejąc się
-No dobrze-podał mi bluzkę, uśmiechnął się pokazując mi swoje dołeczki, od których byłam już uzależniona i pocałował mnie. Niestety tą idealną sytuację zepsuł dzwoniący telefon. Uwolniłam się od ust mojego chłopaka i wyciągnęłam go z torby.
-Halo?
-No gdzie ty jesteś?- usłyszałam zdenerwowaną mamę
-U Sebastiana-próbowałam jej odpowiedzieć, co nie było łatwe, ponieważ mój chłopak składał cały czas pocałunki na mojej szyi, co niewątpliwie mi się podobało, ale zarazem mnie łaskotało. 
-Wracaj już.
-Mamo...
-Nie dyskutuj ze mną. Jest już późno i chcę, żebyś wracała do domu.
-Dobra.-rozłączyłam się i założyłam kurtkę.
-Idziesz już?
-Nie mam wyjścia. 
-To czekaj, odprowadzę cię.
-Nie musisz. Zobaczymy się jutro?
-Mhm.- pocałowaliśmy się na pożegnanie i opuściłam jego pokój, przez przypadek wpadając na Tomka. Nie powiedział ani słowa, tylko zmierzył mnie wzrokiem i poszedł dalej. Wyszłam z mieszkania i pokierowałam się do domu. 
 Zajrzałam do salonu, gdzie siedzieli moi rodzice, rzuciłam im krótkie "cześć" i poszłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafy piżamę i postanowiłam wziąć prysznic. Kąpiel zajęła mi niecałe 20 minut, już po chwili siedziałam na łóżku z laptopem na kolanach. Ogarnęłam Facebook’a, pogadałam chwilę z Ola na Skype’ie i umówiłyśmy się, że przyjdzie jutro do mnie na noc. Potem obejrzałam kilka odcinków mojego ulubionego serialu i chciałam iść spać, lecz na Skype’ie pojawił się Sebastian i zadzwonił do mnie, rozmawialiśmy do 4 rano i zasnęliśmy razem „na odległość”.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział XXVIII

 Obudziły mnie promienie słońce, które przebijały nawet zasłony. Na zegarku była dopiero 7:13, a ja swoja pobudkę miałam zaplanowaną dopiero na 8. Przetarłam oczy i uśmiechnęłam się pod nosem. Ten dzień miał być wyjątkowym dniem. Przynajmniej dla mnie i dla Sebastiana... Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Odsłoniłam i uchyliłam je, a już po chwili moją twarz owiał ciepły podmuch wiatru. Na termometrze było dopiero 9 stopni Celcjusza, ale miałam przeczucie że ten dzień będzie ciepły. "Idealnie" powiedziałam pod nosem i uśmiechnęłam się sama do siebie.
 Wyjęłam z szafy szorty i niebieską bokserkę. Dodatkowo wyniosłam conversy, które znalazłam w szafie. Poszłam do kuchni i zjadłam śniadanie. Moi rodzice już nie spali i słyszałam jak mama szykowała się w łazience, a tata robił coś w sypialni. Do spotkania z moim chłopakiem miałam jeszcze bardzo dożo czasu, ale wiedziałam że będzie to pracowity dzień. Po zjedzonym śniadaniu i ogólnym ogarnięciu postanowiłam zabrać się za robienie prezentu dla Sebastiana. Wpadłam na niego wczoraj wieczorem, gdy siedziałam w pokoju robiąc z nudów bransoletkę z muliny. Mimo ze uważałam to za trochę nudne i dziecinne zajęcie, to nie umiałam tak po prostu do tego nie wracać.
 Usiadłam przy biurku włączając komputer. Już po chwili mogłam zabrać się za prace. Włączyłam muzykę, oczywiście w miarę cicho, ponieważ byłam dopiero 8 i zapewne moi sąsiedzi nie mieli ochoty na "reggae od rana", aczkolwiek ja nie miałam z tym problemu. Od pewnego czasu bardzo często słuchałam reggae,co sprawiało że aż tak bardzo się nie smuciłam i cieszyłam się z życia. Ogólnie ta muzyka zmieniała moje życie, co bardzo mi odpowiadało. Na dodatek uśmiechałam się częściej, co bardzo podobało się Sebastianowi który cały czas powtarzał "jakie to ja mam fajne dołeczki". Nie wiem czy był to przypadek, ale ja mówiłam o jego w ten sam sposób.
 Wydrukowałam prawie wszystkie zdjęcia które miałam na komputerze. Zmarnowałam dużo papieru jak i tuszu w drukarce. To drugie dało się jeszcze przeżyć. Niestety kartki były mojego taty, który nie byłby najszczęśliwszy jeśli by się dowiedział. Zwłaszcza, że nie były to zwykłe białe kartki, tylko jakieś specjalne do drukowania zdjęć. Mało mnie to obchodziło, ponieważ liczyło się to, że robiłam to w dobrej wierze. Poobcinałam wszystkie zdjęcia równo, a w moim przypadku nie było to proste przy czym zeszło mi się z dobre 40 minut. A na dodatek nie wiedziałam czy wykorzystam je wszystkie. Nawet jeśli nie, to wiedziałam że i tak coś z nimi wykombinuje. Ułożyłam je równo w jedna kupkę i usiadłam po turecku wkładając jedna nogę w szparę łączącą podłokietnik na krześle obrotowym. Początkowo nie było to wygodne ale z czasem przyzwyczaiłam się do tego.
-Majka, wychodzimy.-powiedziała moja mama otwierając drzwi do pokoju.
-Okej. A właśnie. Mogłabyś mi zostawić jakieś pieniądze?-mama otworzyła torebkę wyjmując z niej brązowy portfel, który dostała ode mnie na gwiazdkę i położyła mi 50 zł na stoliku nocnym.
-Nie mam drobnych.
-Dobra, oddam Ci resztę.-uśmiechnęłam się i dodałam-Kocham Cie mamo.
-Też Cie kocham.-powiedziała mama i zniknęła za drzwiami. Powybierałam jakieś najładniejsze i najfajniejsze zdjęcia i postanowiłam wybrać się do Emipku po główną część prezentu. Uwolniłam się z mojego fotela i poszłam do łazienki. Rozpuściłam włosy i rozczesałam je dokładnie, przy okazji spinając grzywkę do góry. Wróciłam jeszcze do pokoju pakując do torby najpotrzebniejsze rzeczy. Do kieszeni włożyłam telefon, wzięłam klucze ze stolika i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi i podeszłam do windy. Nie musiałam na nią długo czekać i już po chwili pewnym krokiem szlam chodnikiem w stronę starówki. Do sklepu doszłam w 20 minut. Przez dłuższą chwile zastanawiałam się czy kupić dużą antyramę czy jakąś gotową ramkę na kolarz. Zdecydowałam się na drugi pomysł. Pochodziłam jeszcze trochę po Empiku, po czym postanowiłam wrócić do domu. Na zegarze dochodziła godzina 12, a ja byłam w proszku. Gdy zanosiłam zakupy do pokoju dostałam wiadomość. " Spotkajmy się o 17 pod pomnikiem. Kocham Cie. Sebastian." Odpisałam mu krótkim "Okej . Ja też cie kocham" i zajęłam się robieniem prezentu. Wszystkie potrzebne rzeczy zaniosłam do salonu włączając przy okazji jakąś stacje muzyczna. Jeszcze raz przejrzałam wszystkie zdjęcia i umieściłam je w ramce. Byłam z tego prezentu bardzo dumna. Zapakowałam go jeszcze w prezentową torebkę i położyłam się na sofie. Była dopiero 14, wiec postanowiłam odpocząć godzinę a potem zabrać się za przygotowywanie do randki. Obudził mnie budzik, który nastawiłam żeby nie zaspać. Na zegarku była równo 15. Postanowiłam najpierw coś zjeść, a dopiero potem zacząć się szykować. Zrobiłam sobie kanapki z serem i pomidorem a do tego owocowa herbatę. Po zjedzonym posiłku włożyłam naczynia do zmywarki. Wróciłam do pokoju i wyjęłam z niej różową spódniczkę, szarą bluzkę na ramiączka i do tego jeansową kurtkę. Naszykowałam szare trampki, a paznokcie pomalowałam na różowo. Gdy skończyłam się szykować wzięłam prezent i podeszłam do dużego lustra, które stało w przedpokoju. Przejrzałam się w nim i kiedy otworzyłam drzwi zobaczyłam coś, co było dla mnie dużym zaskoczeniem.