środa, 3 lipca 2013

Rozdział XXXI

-Grzywka jest mega. Dziękuje.-Ola rzuciła mi się na szyję.
-Nie ma sprawy.-uśmiechnęłam się do niej.- Chodź, zrobimy sobie pamiątkowe zdjęcie.-Ola nie protestowała i z wielką chęcią zrobiłyśmy sobie jeszcze jedną sesję. O 9 postanowiłyśmy się ogarnąć i umówić się z naszą starą paczką. Spotkanie miało być o 11 pod szkołą.
Postanowiłam ubrać się w czarne rurki, jeansową koszulę i czarne vansy. Ponieważ było pochmurno, a na termometr wskazywał 15 stopni, więc na głowę założyłam jeszcze szarą czapkę. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Ola natomiast ubrała się w jasne rurki, szary sweter i jak zawsze jej ukochane czarne conversy. Do godziny 11 było jeszcze sporo czasu, ale uznałyśmy, że lepiej pójść wcześniej.

Szkoła nie była daleko, więc po 20 minutach byłyśmy na miejscu. Zaraz po nas dołączyła do nas reszta osób i razem poszliśmy na pizze.
-Ej-pociągnęłam Olę za rękaw-patrz, tam jest Tomek.-wskazałam ręką na chłopka, który był po drugiej stronie ulicy i obejmował jakąś dziewczynę.
-Może nareszcie da ci spokój.
-Mam nadzieję.- odwróciłam głowę i ruszyłam dalej. 

Godz. 13.40

Moje myśli kręciły się w głowie i nie chciały ustąpić. Nie dawałam nic po sobie poznać i z przyklejonym do twarzy uśmiechem udałam się z Olą do kolejnego sklepu.
-A co myślisz o tej?-zapytała Ola pokazując niebieską sukienkę w białe kropki.
-Śliczna, będzie ci pasowała.
-Aha, mówisz tak o każdej! Może teraz wybierzemy coś dla ciebie?
-Czemu nie-uśmiechnęłam się sztucznie, a Ola zadowolona zatopiła się w wieszakach ze spódniczkami.
-Ta jest ładna, odsłoni twoje piękne nogi i Sebastian się ucieszy-wyszczerzyła się.
-Ola, przestań.-przewróciłam oczami z zażenowaniem.-ale przymierzyć mogę.
-To leć do przymierzalni! - Ola niemal pisnęła z entuzjazmem.
-I jak? Może być? Nie jest za krótka?
-Nie! Jest idealna, prześlicznie wyglądasz! Kup ją koniecznie.-nakazała przyjaciółka i nagle zadzwonił jej telefon.
- Hej mamo. Aha... Dobra... Kiedy?...Okej, to ja zaraz będę, na razie mamo! Majka, ja muszę lecieć do domu, odprowadzisz mnie?
-Pewnie. Ale najpierw pozwól, że zapłacę.-uniosłam do góry spódniczkę i uśmiechnęłam się.
Odprowadziłam Olę i powoli poszłam na przystanek. Gdy wróciłam do domu, zastałam rodziców krzątających się po domu.
-Maja, skarbie! Jesteś głodna? W lodówce masz obiad, odgrzejesz sobie?
-Mhm. Co się stało? Jedziemy gdzieś?
-Tak, znaczy nie, to znaczy ja i tata jedziemy do Poznania, na ślub mojej koleżanki. Wrócimy w niedzielę wieczorem. Przez 3 dni będziesz sama, więc proszę nie zrób nic głupiego. Lodówka jest pełna, tu jeszcze masz pieniądze jakbyś czegoś potrzebowała. Kochanie, wiem, że mogę ci zaufać, więc nie rób niczego, co mogłoby to zaufanie zburzyć, dobrze?
-Jasne mamo.
-A i babcia zdzwoniła i pytała się czy nie chciałabyś przyjechać na tydzień. Tylko że to byś musiała jakoś w przyszłym tygodniu, bo potem to masz urodziny i to zaraz szkoła, więc zastanów się.
-Okej. Bawcie się dobrze!- przytuliłam się do obojga rodziców i zamknęłam drzwi. Była dopiero 15. W mojej głowie wciąż wiła się myśl o ciąży. Weszłam do mojego pokoju, założyłam nową spódnicę i zaczęłam przeglądać się w dużych lustrzanych drzwiach szafy. Położyłam rękę na brzuchu i powiedziałam szeptem "nie, to nie możliwe." "Tak to jest możliwe" odezwało się moje drugie ja. Szybko zdjęłam spódnicę i założyłam spodnie, w których byłam wcześniej i zadzwoniłam do Sebastiana.
-Hej, mógłbyś przyjechać?
-Cześć mała! Pewnie, a coś się stało?
-Nie. Znaczy tak. W sumie to nie wiem. Za ile będziesz?
-Za pół godziny.
-Dobrze, to ja czekam, pa.
-Kocham cię, wiesz?
-Wiem, cześć.-rzuciłam na pożegnanie i szybko się rozłączyłam czując, że łzy napływają mi do oczu. Kocha mnie. A jeśli faktycznie jestem w ciąży? Dalej mnie będzie kochał, czy mnie zostawi? Tak bardzo się bałam... Poszłam do łazienki, bo musiałam doprowadzić się do ładu. Nie chciałam żeby Seba się czegoś domyślał. Zmyłam stary makijaż i na nowo zrobiłam kreski. Nie było to łatwe, gdyż trzęsły mi się ręce. Kiedy skończyłam zadzwonił dzwonek do drzwi.
-Hej kotek.-powiedział jak zawsze uśmiechnięty Sebastian. Miał na sobie granatowy sweter, buty Nike, jeansy i białą koszulkę. 
-Hej.-odpowiedziałam sztucznie się uśmiechając. Wpuściłam chłopaka do środka i powiedziałam żeby się nie rozbierał bo wychodzimy. Seba nie protestował, tylko czekał cierpliwie gdy zakładałam buty. Już po chwili byliśmy na zewnątrz i kierowaliśmy się w stronę naszego miejsca-nad Wisłę. 
-Widziałam dzisiaj Tomka z jakąś dziewczyną. 
-Spotyka się z kimś. 
-To fajnie. Może nareszcie da nam spokój. 
-Mam nadzieję.-doszliśmy nad Wisłę i usiedliśmy prawie na samym dole.
-To o czym chciałaś pogadać? 
-W sumie nie wiem jak zacząć. 
-Najlepiej od początku.-uśmiechnął się Seba. 
-Tak, łatwo powiedzieć.-Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam na Sebastiana.- Słuchaj od pewnego czasu zaczęłam myśleć, że mogę być...być w ciąży. 
-Czekaj...możesz powtórzyć?- powiedział Seba, a jego ton zmienił się nie do poznania.
Spuściłam wzrok i powtórzyłam ostatnie cztery słowa.
 -M o g ę  b y ć  w  c i ą ż y... 

-Przepraszam bardzo jakim cudem?! 
-Mnie się pytasz?!- wstałam ze schodka, by spojrzeć chłopakowi w oczy. - I za pewne jest to moja wina, tak?!-mój głos zaczął się łamać, a do oczu napłynęły mi łzy.
-No a czyja? Kurwa!-chłopak wziął się za głowę i zaczął chodzić nerwowo wokół. Ponownie usiadłam na ziemi i przeczesałam włosy. Starałam się ukryć łzy, ale nie było to łatwe. 
-Gdzie ty idziesz?-podniosłam głowę ocierając łzy.
-Nie wiem.- odpowiedział i odszedł. Tak po prostu odszedł i zostawił mnie samą. Samą z tym wszystkim. Może i panikuję, może nie jestem w ciąży, a tym wszystkim zepsułam mój związek. Poczułam jak rozpadam się i tracę to co było jak do tej pory dla mnie najważniejsze. Tracę Sebastiana. Osobę z którą byłam szczęśliwa. Otarłam łzy i wstałam. Ruszyłam w stronę domu. Nie chciałam tam iść. Nie chciałam siedzieć tam sama. Całkowicie sama z tym wszystkim. Chciałam, żeby Seba był przy mnie, przytulił mnie i powiedział że  wszystko będzie dobrze. Dotarłam do domu i nie przebierając się położyłam się na łóżku. Leżałam tak w ciszy i bez ruchu zastanawiając się, co teraz będzie...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz